Jump to content

Witaj gościu! Zarejestruj się tutaj, aby móc w pełni korzystać z funkcji forum. Zachęcamy Cię również do pisania postów i uczestniczenia w forumowym życiu!

Jeżeli jesteś już użytkownikiem naszego forum, zaloguj się klikając tutaj.

____________________

Twoi Administratorzy :)

Sign in to follow this  
dawid007

Recenzja gry Garshasp

Recommended Posts

Nie spodziewając się po grze niczego dobrego można nieraz przeżyć miłe zaskoczenie. Tak było ze mną i Garshaspem irańskiego studia Fanafzar Game.

 

Garshasp to bodaj pierwsza irańska gra, która trafiła na zachodni rynek. Do hitów ze Stanów Zjednoczonych, dalekiej Azji, Wielkiej Brytanii i coraz śmielej poczynających sobie ekip ze środkowej a nawet wschodniej części Europy, jesteśmy przyzwyczajeni. Tymczasem kraje Bliskiego Wschodu to w branży gier całkowita egzotyka - mówi się o nich niemal wyłącznie w kategorii pola działania wirtualnych żołnierzy w strzelaninach pierwszoosobowych, nie zaś w kontekście ośrodków zajmujących się tworzeniem wysokobudżetowych produkcji. Z tym większym zainteresowaniem przysiadłem więc do rozgrywki w Garshasp. Co ciekawe, jedyna rzecz, na jaką w tej grze liczyłem, rozczarowuje, gdyż jej obecność jest wręcz marginalna. Na szczęście tytuł ten potrafi pozytywnie zaskoczyć w innych rejonach.

Wspomnianą rzeczą jest ukazanie kultury perskiej od podszewki - tematyka ta nie była zbyt szeroko omawiana na lekcjach historii, rzadko mamy z nią do czynienia również w innych grach. Kto zatem, jak nie potomkowie tego ludu, lepiej potrafiłby ukazać niewątpliwie bogaty dorobek tejże cywilizacji? Niestety, moje podejrzenia były błędne. Garshasp ani trochę nie przybliża nam tej kultury. Trudno doszukać się interesujących szczegółów architektonicznych na poszczególnych poziomach. Główny bohater nie gromadzi też praktycznie żadnych przedmiotów. Na domiar złego fabuła jest płytka, prostolinijna i przerabiana już tysiące razy - tytułowa postać na początku rozgrywki traci brata. Ginie on w walce z pewnym czarnym charakterem, który, jakby jedna tragedia rodzinna to było za mało, przejmuje rodową buławę, śmiercionośne narzędzie zagłady. Celem Garshaspa staje się więc pomszczenie brata i odzyskanie cennego przedmiotu. I tak zaczyna się wyprawa poszukiwawcza, w trakcie której na naszej drodze stają zastępy przeciwników. Brzmi znajomo? Aż za bardzo.

 

Jako slasher Garshasp nie wypada najgorzej. Wraz ze zdobywanym doświadczeniem główny bohater uczy się nowych combosów. Tych nie da się jednak wyprowadzić klikając chaotycznie przyciskami myszki. Poszczególne pchnięcia trzeba wyprowadzać miarowo, w określonym tempie, by na końcu uzyskać pożądany efekt w postaci ataku specjalnego. Dzięki temu możemy np. odrzucić czy ogłuszyć kilku wrogów jednocześnie. Dodatkowo, wraz z wydłużającą się walką, rośnie nasz szał bojowy, pozwalający wykorzystać jeszcze silniejsze ciosy łączone. Na naszej drodze stają rozmaici przeciwnicy, którzy różnie reagują na nasze ataki. Jedni skutecznie bronią się tarczami, inni, podnosząc się po upadku od razu atakują w szaleńczych obrotach. Niektórych wrogów da się pokonać zwyczajnie, silniejsi do uśmiercenia wymagają zadania ciosu kończącego, na który składają się niekiedy sekwencje QTE. Walka jest dzięki temu naprawdę różnorodna, a Garshaspa z pewnością nie można oskarżyć o monotonię.

Poważną wadą z pozoru wydaje się fakt, że przez nieco ponad połowę gry nie zdobywamy żadnej nowej broni. Walczymy mieczem, który znajduje się w naszym wyjątkowo skromnym arsenale od samego początku. Dopiero po przejściu około 60 proc. kampanii zdobywamy drugi oręż - kręgosłup dinozaura zakończony jego czaszką. Wyprowadzane nim ciosy są mocniejsze, ale i siłą rzeczy wolniejsze, zatem jesteśmy w większym stopniu narażeni na kontry przeciwnika. Do końca gry władamy jedynie tymi dwoma (naprzemiennie, według własnego uznania) przedmiotami. Nie brzmi to, łagodnie mówiąc, najlepiej, ale w praktyce nie doskwiera aż tak bardzo. Wystarczy bowiem wspomnieć, że główny bohater doskonali się we władaniu każdą z tych broni, zdobywając z czasem nowe umiejętności radzenia sobie z wrogiem.

 

Kończąc temat samej walki należy wspomnieć o starciu finałowym - twórcom chyba zabrakło pomysłu na jego wykonanie. Tak jak cała kampania w Garshaspie nie wynudzała, tak potyczka z ostatnim bossem, który co i rusz to posiłkuje się swoimi sługusami, wypada na tym tle wyjątkowo blado, a do tego trwa bardzo długo i nie zapewnia choćby krzty potrzebnego przy tak rozwlekłej siepaninie efekciarstwa. Karykaturalnie przedstawia się ponadto fakt, że czarny charakter władając olbrzymią bronią nie potrafi sforsować bloku stosowanego przez naszą postać. Tenże permanentny blok, w połączeniu z krótkimi sekwencjami ataku, to zresztą jedyna - i niestety wymagająca sporych pokładów cierpliwości - metoda na poradzenie sobie z tym przeciwnikiem. Rozwiązanie to jest tym bardziej idiotyczne, że już dużo wcześniej pojawiają się potwory, z którymi defensywa sterowanej przez nas postaci nie ma szans.

Garshasp był przed premierą przedstawiany jako typowa siekanka, tymczasem jest to tylko pół prawdy o tej grze. Irańska produkcja to w dużej mierze także platformówka i, co ciekawe, dopóki nie przyjmiemy tego do wiadomości, irytuje pracą kamery. W przeciwieństwie do innych slasherów, jest ona bowiem statyczna - nie można wpłynąć na jej położenie, ruch myszki nie powoduje tzw. rozglądania się postaci przewodniej po wskazanych kierunkach. Czasami bywa to wadą, ponieważ twórcy źle dobiorą punkt obserwacyjny. Podchodząc jednak do sprawy bardziej generalnie, rozwiązanie to przynosi więcej korzyści niż strat. Garshasp okazuje się mieć bowiem nie tylko bardzo przyzwoicie zaprojektowany system walki, ale także świetne i, co najważniejsze, pomysłowe sekwencje platformówkowe.

 

W grze bywają bowiem etapy, w trakcie których na zdrowie Garshaspa czyhają nie tyle żywi przeciwnicy, co rozmaite pułapki: metalowe wirujące koła z ostrymi wykończeniami, jeżdżące od prawej do lewej maczugi z kolcami, bujające się drewniane bele czy przepaście. Wszelkie tego typu przeszkody (za wyjątkiem tych ostatnich) zabierają głównemu bohaterowi zdecydowanie za mało punktów zdrowia, przez co konieczność ich ominięcia nie wywołuje większych emocji. Na szczególne uznanie zasługują za to misje wodne. W trakcie pierwszej z nich podróżujemy tratwą, którą - o ile nie chcemy pójść na dno - musimy szybko i regularnie sterować. Problem w tym, że na pokładzie pojawiają się nieproszeni goście, a z nimi także trzeba się uporać. Podzielność uwagi i opanowanie na pewno się przydadzą. W drugiej podróżujemy na drewnianym kwadracie (bo tratwą tego nazwać nie idzie), który sam obiera sobie trasę, a my musimy skakać nad wystającymi tu i ówdzie gałęziami drzew i przeskakiwać na inne elementy otoczenia by nie wylądować w wodzie. Oba etapy stanowią bardzo miłą odskocznię od regularnych poziomów. Warto także zwrócić uwagę na oryginalne zadania polegające na zjeździe po ścianie usłanej rozmaitymi przeszkodami oraz równie nietypowe mini-gry logiczne, które także urozmaicają rozgrywkę. Szkoda tylko, że można je policzyć na palcach jednej ręki.

Czas na omówienie kwestii technicznych, a pod tym względem Garshasp niestety zawodzi. Wszelkie niedociągnięcia należy zapewne zwalić na bark niewielkiego doświadczenia Irańczyków w tworzeniu gier oraz niezbyt okazałego (prawdopodobnie) budżetu na stworzenie gry. Nie zmienia to jednak faktu, że błędy występują i trzeba je wypunktować. Poziomy pełne są niewidzialnych ścian, a jakby tego było mało główny bohater i przeciwnicy niekiedy blokują się w kuriozalnych miejscach. Dalekie od doskonałości są również animacje - brakuje w nich płynności. Grafika stoi na niskim poziomie, zarówno w zakresie postaci i plansz, jak również tła. Poszczególnym etapom brak szczegółowości. Co więcej, są one po prostu puste. Przez całą grę nie spotykamy ani jednej postaci niezależnej, próżno też szukać przedmiotów, z którymi można wejść w interakcję (poza wazami w początkowej fazie rozgrywki). Nieco lepiej wypada ścieżka dźwiękowa, ale też - mówiąc lakonicznie - nie ma się czym zachwycać.

 

Garshasp został wydany w polskiej wersji językowej. Do samego tłumaczenia nie można się specjalnie przyczepić, gorzej z pozostałymi aspektami. Fabułę poznajemy dzięki krótkim opowiastkom lektora, który może i próbuje wczuć się w swoją rolę, ale efekt nie jest zadowalający - wypowiadane przez niego kwestie brzmią dość sztucznie, a do tego w barwie jego głosu brakuje głębi, niezbędnej do wprowadzenia odpowiedniego nastroju. Nie jest to jednak najgorszy aspekt polonizacji. Gdy główny bohater zdobędzie nową umiejętność, u dołu ekranu pojawia się instrukcja, jak jej użyć. Aby ją odczytać potrzeba niestety sokolego wzroku lub szkła powiększającego. Nie dość, że biała czcionka na ciemno-czerwonym tle to niezbyt czytelne połączenie, to jeszcze jest to drobny druczek. Być może jest to wina oryginalnych irańskich ustawień, ale wypada to fatalnie.

 

Trzeba przyznać, że Garshasp zawodzi w kluczowych aspektach: fabuła jest nijaka, atmosfera mitologii perskiej ledwie wyczuwalna, kampania wystarcza ledwie na kilka godzin (mi przejście zajęło ponad siedem, ale grę da się z pewnością ukończyć szybciej - przyznaję bowiem, że utknąłem na kilku etapach), poziomy są ubogie w szczegóły, kwestie techniczne to melodia dawno minionej epoki, a walka finałowa zawodzi na całej linii. Po takiej cenzurce zwykle wystawia się notę z dolnych rejonów skali. W przypadku Garshaspa trzeba jednak wziąć pod uwagę, że nie jest to produkcja wysokobudżetowa, dlatego zwłaszcza na niedociągnięcia techniczne można przy końcowym werdykcie przymknąć nieco oko. A biorąc pod uwagę pomysłowe zaprojektowanie walki, oryginalność niektórych etapów, platformówkowy wymiar tego tytułu i rzadkie, acz udanie wykonane mini-gry logiczne, produkcja ta ląduje gdzieś w środku. Punkt dodaję za miłe zaskoczenie, jakim okazała się dla mnie ta irańska produkcja.

 

recenzja zaczerpnięta z gram.pl

 

 

post-18417-0-79035600-1394440671_thumb.j

Share this post


Link to post
Share on other sites

Polecam odwiedzać stronię producenta, bo często robią happy hours i można kupić np. Gashaspa za pół ceny albo nawet 75% taniej :)

Share this post


Link to post
Share on other sites

OOO dzięki za informacje o tych bonusach, może uda mi się kupić taniej :D

Share this post


Link to post
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.
Note: Your post will require moderator approval before it will be visible.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

Sign in to follow this  

  • Similar Content

    • By dawid007
      Zdarzyło Wam się kiedyś, że chcieliście się wykąpać i ze zdziwieniem odkryliście brak wody w kranie? Dobrze, już dobrze – wiem, że niektórzy nigdy nie chcieli…
       
      Nad rzeczką opodal krzaczka
      Fabuła Pressure jest bardzo minimalistyczna, choć zupełnie wystarczająca jak na zręcznościowe wyścigi. Główny bohater budzi się rano w swoim domku nad rzeką i wychodzi na zewnątrz, żeby popływać. Okazuje się jednak, że w nocy ktoś ukradł całą wodę i zostało niemal całkowicie wyschnięte koryto. Żeby nie było zbyt tajemniczo, nasz przeciwnik umieścił nam przed samym domem bilbord ze swoją podobizną i informacją o swoim Spa, w którym można skorzystać z wody za opłatą. Cała gra utrzymana jest w specyficznej, typowej dla filmów animowanych, stereotypowej stylistyce: czarny charakter ma wypisaną na twarzy przebiegłość, jest blady, wąsaty i nosi ciemne ubranie, natomiast jego pomocnicy wyglądają i zachowują się jak banda niedorozwojów (włącznie z pokracznymi, parowymi robotami).

       
      Parowy Mad Max
      Zdaję sobie sprawę, iż właśnie dopuściłem się malutkiej profanacji, ale myślę, że skojarzenie jest jak najbardziej trafione. Kierujemy opancerzonym, szybkim parowozem uzbrojonym w działko oraz zderzak i walczymy o przetrwanie. Nie tylko staramy się dojechać w jednym kawałku, niszcząc przy okazji wozy przeciwników, ale również musimy pilnować poziomu ciśnienia pary w kotle. Właśnie woda (para wodna w kapsułach), poza monetami, jest dla nas najważniejszą zdobyczą, tak jak benzyna w Mad Maxie. Jeżeli tytułowe ciśnienie spadnie do zera, musimy powtórzyć całą trasę. Kapsuły z parą zdobywamy przez złomowanie wrogów i przejeżdżanie przez punkty kontrolne. Ciśnienie tracimy wyłącznie poprzez jazdę, więc można spokojnie bez przerwy strzelać przed siebie (nieograniczona amunicja) i używać przyspieszenia (przydatne do pokonywania przepaści, czy taranowania innych wozów).
       
      Monety, monety wszędzie
      Zdobywane bezpośrednio na drodze i pośrednio przez niszczenie wszystkiego co się rusza, są potrzebne do finansowania w warsztacie rozbudowy naszego parowego monstrum. Możemy dokupić dodatkowe uzbrojenie, ulepszone główne działko, mocniejsze nadwozie czy zwiększający obrażenia od taranowania zderzak. Moim zdaniem sklep dostarcza zbyt mało (prawie żadnych) informacji o kupowanym sprzęcie. O ile w przypadku karoserii i zderzaka nie ma wątpliwości co do przełożenia ceny na jakość (drożej znaczy lepiej), o tyle zarówno broń główna, jak i dodatkowa znacznie różnią się między sobą rodzajem amunicji, sposobem strzelania czy wreszcie zachowaniem pocisków po wystrzale. Wszytko, poza karoserią ma trzy poziomy ulepszeń, które również nie zostały należycie opisane (np. ulepszając armatkę, nie wiemy, że poza obrażeniami zwiększy się także szybkostrzelność). Jeśli chodzi o uzbrojenie dodatkowe, to każdy znajdzie coś dla siebie. Ja przez większą część gry korzystałem z pocisków samonaprowadzających i ulepszyłem je na najwyższy poziom, zyskując tym samym trzy rakiety wystrzeliwane jednocześnie (broń dodatkowa również nie ma ograniczenia ilości amunicji, wyłącznie określony czas przeładowywania).

       
      Umyć, spłukać, powtórzyć
      Pokonując poszczególne trasy, podróżujemy przez kilka różnych krain. Na końcu każdej z nich musimy pokonać bossa. Sprawa jest prosta – widzimy pasek zdrowia wielkiego przeciwnika, sprawdzamy, jaki jest jego słaby punkt i kilkukrotnie powtarzamy ten sam atak, uważając przy tym, żeby samemu nie oberwać i wykonać wszystko na tyle sprawnie, by nie stracić całego ciśnienia w kotle. Wspomnę przy okazji o poziomie trudności całej gry. Na początku wybieramy spośród trzech: Łatwa, Normalna, Absurdalna. Osobiście uważam, że powinny być dwa absurdalne – Absurdalnie Łatwa, Normalna i Absurdalnie trudna. W pierwszym przypadku jedynym prawdziwym wyzwaniem są walki z bossami, w ostatnim natomiast nawet pokonanie pierwszej trasy graniczy z cudem (przesadzam, ale jeżeli udało mi się ją przejechać dopiero za szóstym podejściem, to o czymś świadczy). Czym się objawia trudność? Zmniejszonym odnawianiem ciśnienia i punktów zdrowia, co wystarczająco uniemożliwia dojechanie nawet do przedostatniego punktu kontrolnego, jeżeli popełnia się za dużo drobnych błędów.

       
      Na dwoje babka wróżyła
      Choć Pressure jest produkcją całkowicie poprawną, bo oferuje wszystko to, czego należy oczekiwać od „arkejdowych” wyścigów, to jednak masa drobnych niedociągnięć sprawia, że rozgrywka jednoosobowa na dłuższą metę nudzi. Brakuje „tego czegoś”, co przyciągnęłoby nas na dłużej. Przez całą grę czułem, że znacznie chętniej zagrałbym w taką produkcję na jakiejś platformie mobilnej niż na komputerze czy konsoli stacjonarnej. Nie można jednak zapomnieć o możliwości gry wieloosobowej lokalnie lub przez Internet. Współpraca wprowadza do rozgrywki zupełnie nowy wymiar, zarówno ze względu na frajdę, jaką sprawia wspólna rozwałka, jak też możliwość dzielenia się ciśnieniem pary, jeżeli drugiej osobie właśnie się kończy. Tak więc, jeżeli jesteś samotnikiem, odradzam zakup Pressure, bo po pewnym czasie strasznie wieje nudą.
       
      recenzja zaczerpnięta z 1ndieworld.com
    • By dawid007
      Mały Jerry Hazelnut mieszka z mamą w lesie, obok miasteczka z supermarketem. Dwunastolatek ma przed sobą ostatnie dwa dni wakacji, dwa dni przygody. Ta jednak wkrótce okaże się czymś więcej, niż tylko wycieczkami do pobliskiej kniei po jeżyny na ciasto. Nowa produkcja od Daedalic Entertainment to kolejna opowieść o wielkiej podróży, która kończy się w zupełnie inny sposób, niż można by przypuszczać na początku. Jest to historia stopniowo ukazująca swój ogrom i nie kończąca się jedynie na chłopcu, który chce zostać magikiem.
      Młody Hazelnut wkrótce poznaje tajemniczego Markiza de Hoto, który ukazuje mu świat pełen magii (jeśli tylko dobrze się patrzy) i zabiera chłopca do zupełnie innego wymiaru, gdzie miasta są stawiane pod osłoną wielkich drzew, a jego mieszkańcy stanowią mieszaninę myszy, wiewiórek, jeży i innych pomniejszych zwierząt. To tam chłopiec ma rozpocząć swoją naukę na Obieżydrzewa – maga potrafiącego przemieszczać się pomiędzy światami i którego zadaniem jest utrzymanie panującej tam równowagi. To pracochłonne zadanie, na które potrzebne są czasami i lata ciężkiej nauki nie zajmie mu jednak dłużej niż do obiadu.
      Tak zaczyna się wielka podróż, podczas której Jerry zwiedzi cztery nowe krainy i pozna pięć zaklęć, które pomogą mu w jego ostatecznym zadaniu. Oczywiście nic mniejszego, jak tylko uratowanie całego Myszogrodu i jego mieszkańców nie wchodzi w grę. Z czasem bowiem w mieście zgromadzą się ciemne moce i tylko nasz bohater będzie mógł się z nimi rozprawić… bo ma tylko dwanaście lat i nikt go nie bierze na poważnie.
      Oblicze gry familijnej Pierwszą bardzo zauważalną cechą The Night of the Rabbit jest bezczelnie zmieniony tytuł, z cudownego The Rabbit’s Apprentice, który… nie, tak naprawdę pierwszą taką cechą jest humor. Postacie nie mają żadnego problemu z nabijania się z samych siebie. Nieraz zwyczajnie wybuchałam śmiechem, więc to nie jest nawet humor typu – “aha, ok, doceniam”. Natkniemy się na przytyki do samej gry, jak i medium w ogóle. Wszystko doprawione jest naprawdę sporą dozą ironii. Cała otoczka gry może sprawiać wrażenie skierowanej do młodszych graczy i o ile owszem, może tak być, to w pełni docenią ją jedynie starsi wiekiem. Co jest chyba złotym środkiem dla gier familijnych, ponieważ rodzice nie będą się zwyczajnie nudzić podczas zabawy z dzieckiem. Tutaj dodatkowy plus stanowi osiem opowiadań autorstwa Matta Kempke (główny projektant i scenarzysta), które pierwotnie posłużyły jako podstawa do fabuły gry. Oto gra z bajkami na dobranoc gratis. Przynajmniej w wersji premium, która będzie sprzedawana także z soundtrackiem. Oba dodatki w wersji mp3 oraz flac.
      Podczas rozgrywki natkniemy się również na wiele odniesień do Alicji z Krainy Czarów, Narnii, czy Harry’ego Pottera. Jedne bardziej oczywiste, inne mniej, ale z pewnością stanowią dobry dodatek do panującego poziomu humoru.
      Oblicze historii z drugim dnem Daedalic Entertainment wyrabia już sobie renomę w tworzeniu gier z historiami, gdzie nie wszystko jest od razu wiadome. W The Night of the Rabbit fabuła poprowadzi nas wyraźnym szlakiem, aby ostatecznie poddać w wątpliwość nawet to, kogo tak naprawdę dotyczy ta historia. Nie wspominając już o źródle wszystkich tych niefortunnych zdarzeń.
      Niestety ujawnia się tu także główny minus tej produkcji, jakim jest potworna liniowość. Podczas rozgrywki nasz mózg automatycznie będzie znajdował rozwiązania na zauważone już sytuacje. Nic nam jednak po tym, kiedy gra będzie wymagać od nad jednej określonej akcji, która być może była już wcześniej przez nas testowana i sromotnie nas zawiodła. Tak też byłam utknięta przez bite cztery dni, podczas których poznałam niemal każdy skrawek każdej lokacji w Myszogrodzie. Prawdziwie okropna sprawa.
      Moje rozterki ujawniły też kolejne minusy, jakim jest sam dziennik i pierwszy czar, który dostajemy na początku od Markiza. Dziennik jest automatycznie aktualizowany i zawiera krótkie zdania o tym, czym należy się zająć. Problem w tym, że czasami zadania te mogą być wykonane dużo dalej w grze, więc w momencie kiedy utkniemy stanowi on zerową pomoc, jeśli nawet nie utrudnienie. Zamiast szukać rozwiązań w obrębie tego, co naprawdę nas blokuje, możemy zaciąć się, szukając metody na zadanie póki co zablokowane. Pierwsze zaklęcie natomiast (Wskazówkowicz) może wydawać się systemem pomocy w grze. Nic bardziej mylnego. Markiz powie nam jedynie o aktualnym zadaniu, co nijak nie doprowadzi do wymyślenia jakiejś nowej koncepcji. Poza tym, nasze początkowe poczynania w Myszogrodzie mają być wykonane w pojedynkę, więc już kompletnie nie wiedziałam na co komu taka opcja. Gdyby to był system pomocy w grze, byłaby genialna! A tak, pozostaje bardzo dobrym pomysłem ze złym zastosowaniem.
      Przez dziurkę w monecie Jeśli o dobrych pomysłach mowa – gra ma ich bardzo wiele. W ogóle, jeśli nie liczyć powyższych natręctw, to trudno się do czegoś bardziej przyczepić. Historia sama w sobie jest bardzo pomysłowa i zdecydowanie wychodzi poza przyjęte ramy (aczkolwiek czy zobaczymy inne gry z bohaterami Nocy Królika – trudno powiedzieć). Nie ma tu wrażenia, że oto wkraczamy do nowego świata, który powstał wraz z naszym przybyciem. Mieszkańcy Myszogrodu mają swoje własne historie i perypetie. Z pewnością stanowią dość barwną zbieraninę, która nie umknie szybko z naszej pamięci.
      Wraz z fabułą dostajemy też dedykowany interface. Naprawdę, patrzenie przez dziurkę w monecie, jako sposób na pokazywanie hotspostów (chociaż nie tylko) to po prostu geniusz! Geniusz mówię! Kolejny raz zastosowano też bardzo wygodne wysuwanie inwentarza za pomocą scrolla (choć takie rozwiązanie jest opcjonalne). Inwentarz w ogóle stanowi nasze główne centrum zarządzania. Znajdziemy tam ikony od menu, zapisu, aczików i dziennika, ale także te ważniejsze podczas samej rozgrywki, czyli czary i księgę zmiany na dzień/noc. Dalej zostają nam udostępnione karty do gry w Kwartet, które również znajdą swoje miejsce właśnie tam.
      Gra w Kwartet Jerry stopniowo będzie zdobywać wszystkie te umiejętności, tak samo jak sukcesywnie będą nam udostępniane nowe lokacje. Myszogród jednak stanowi naszą główną bazę wypadową, więc najlepiej jest szybko zaznajomić się z tym miejscem. Co prawda zwiedzimy też inne krainy, ale przeważnie będą się one składać z dwóch-trzech lokacji.
      Na swój własny paragraf zasługują także acziki. Gra posiada ich aż 16 i tylko niektóre są powiązane bezpośrednio z samą fabułą. Jednym z tych dodatkowych jest zebranie 32 magicznych kropli rosy, które odkrywają nam pewien ciekawy sekret. Takich znajdziek mamy kilka. Pozostałe to wspomniane wyżej 8 opowieści Leśnego Ducha, które możemy także odsłuchać bezpośrednio w grze, a także 32 karty (24 praktycznie same wpadają nam do ręki) oraz 8 nalepek. Każde z osiągnięć jest opisane w grze, więc wiadomo na co polować. Muszę przyznać, że gra w Kwartet bardzo przypadła mi do gustu.
      Od podszewki Technicznie gra przedstawia się bardzo dobrze. Pod koniec ma się poczucie, że przerwy pomiędzy poszczególnymi animacjami zajmują trochę zbyt długo, chociaż samo zakończenie ogólnie nazwałabym lekko rozlazłym, więc może to tylko takie wrażenie. Całość jest wykonana w pełnym 2D, tak samo lokacje jak i postaci prezentują się wspaniale. Sympatyczną rzeczą w 2D jest to, że gra przez długie lata pozostanie świeża. Gdzieniegdzie natrafimy na tzn. „parallax scrolling”, czyli technologię kilku warstw przemieszczających się w różnym tempie podczas ruchu kamery, co dodaje poczucia głębi do płaskiego 2D. Grając w wersję preview miałam wrażenie, że doświadczymy tego bardzo często, ale nie. Znając całą grę mogę powiedzieć, że jednak nie jest to zbyt częsty zabieg. Aczkolwiek napotkamy również na inne ciekawe zastosowania warstw, jak spadające liście przed bramą Myszogrodu. Naprawdę dobrze pomyślane. Co jakiś czas natrafimy cut-scenki. Zdecydowanie występują one w większej ilości na samym początku… praktycznie 2/3 z nich poznamy już na wstępie.
      Gra zajmuje ponad 10 godzin. Ile dokładnie, to już zależy od tego w jak wielu miejscach i na ile się utknie (a to może potrwać kilka dni) oraz czy będzie się przewijać dialogi, czy nie. Naprawdę spory kawał rozgrywki.
      Leśny szept Angielski dubbing jest świetny i nie ma na to innego słowa. Praktycznie na każdym kroku widać profesjonalną robotę. Aktorzy musieli być pod naprawdę dobrą opieką reżysera. Obsada również została idealnie dobrana. Początkowo miałam trochę zastrzeżeń do głosu Markiza. Nie był on zbyt tajemniczy, a taki sobie jego obraz wykreowałam i tu nie zgadzało mi się jedno z drugim. Jednak zmieniłam zdanie poznając dalszą fabułę.
      Jeśli chodzi o efekty dźwiękowe, to jedna rada – jeszcze przed rozpoczęciem rozgrywki znacznie je wyciszcie. Domyślnie są po prostu za głośne, przez co wydają się sztuczne i zabierają cząstkę magii. Poza tym mankamentem nie ma się do czego przyczepić.
      Muzyka jest bardzo charakterystyczna. Główny motyw łączy bardziej nostalgiczne tony, jak i optymistyczne nuty. Słychać skrzypce, wiolonczele, cymbały, flet, fortepian, harfę, akordeon, tuby… kobzę i pewnie pełno innych instrumentów, których nie odróżniam. W każdym razie muzyka jest bardzo… organiczna, tak bym to określiła. Naprawdę dobrze pasuje do leśnych lokacji. Podczas gry uświadczymy całej gamy różnych nastrojów. Skocznej i lekkiej oraz cięższej, wywołującej niepokój. Czasami muzyka ma wyraźny motyw przewodni, jak coutry czy specyficzna irlandzka bądź japońska nuta.
      Jerzyk Orzech i inne polskości Tak, ta część dotyczy spolszczenia. Polskie napisy dostępne są razem z innymi wersjami językowymi w oryginalnej wersji gry. O ile generalnie trzymam się w tym tekście polskich wersji nazw użytych w grze, jak np. Obieżydrzew, tak głównego bohatera nazywam w oryginalnej wersji i nie mogę po prostu uwierzyć jak ktoś mógł wpaść na pomysł tłumaczenia jego imienia. Jerry to zdrobnienie, jego oryginalne imię to Jeremiah i o ile można to przetłumaczyć jako Jeremiasz, tak używanie Jerzyk, jako zdrobnienia cały czas wywoływało u mnie mordercze myśli w kierunku osoby robiącej spolszczenie. Nie wiem kto to jest, na końcowych napisach zajęłam się rozmową z mieszkańcami Myszogrodu (bo jest taka możliwość), ale może i lepiej żebym nie wiedziała.
      Reszta tłumaczenia wypada całkiem przyzwoicie, a nawet bardzo dobrze. Na tyle, na ile trzymałam się czytania napisów, tak tylko kilkukrotnie natrafiłam na zbyt zmienione znaczenie jak na mój gust. Nie jest to jednak coś, co mylnie interpretowałoby oryginalną treść.
      W grze natrafimy też na więcej niż kilka żartów, a szczególnie w jednej sytuacji, której szczegółów zdradzać nie będę. Tu tłumaczenie wypada już zdecydowanie gorzej, ale cóż, powiedzmy, że widać starania. Tłumaczenie żartów generalnie nie jest łatwym zadaniem.
      Królicza łapka Przechodząc do noty końcowej, muszę przyznać, że długo zastanawiałam się nad oceną tego tytułu. Na wysokie noty trzeba sobie zapracować i o ile początkowo myślałam, że może oto będzie w końcu kandydat na dziesiątkę, tak dość szybko przekonałam się, że jednak nie. Gra sama wprowadza czasami niepotrzebne nieporozumienia a propos samej kolejności wykonywania zadań (nieszczęsna liniowość), jak i innych aspektów gry, np. czar Wskazówkowicz. Psuje to immersję. Nie dostaniemy też żadnych łamigłówek do rozwiązania. Ewentualnie jeśli by się uprzeć, można tak nazwać punkt kulminacyjny pod koniec gry. Wcześniej nawet trafimy na jedną układankę, ale spotka ją typowy los rozwiązania na siłę, jak w Tale of a Hero, gdzie główny bohater po prostu rozłupał kamienne płyty. Można powiedzieć, że gra w karty rekompensuje ten brak, ale kurczę. Tamtą jedną mogli już zostawić do rozwiązania.
      Hotspoty Mam również mieszane uczucia jeśli chodzi o samo zakończenie. Cała historia z Markizem jest bardzo dobra, ale miałam wrażenie, że autor nie do końca wiedział jak rozpisać tam drogę młodego ucznia. Nagle dwie poznane wcześniej postaci podróżują z nami, który to fakt Daedalic dodaje nawet w oficjalnej informacji prasowej. Dlaczego akurat ta dwójka? Rozumiem, że pasuje to do dalszego zadania, ale jednak jest to dla mnie spory zgrzyt. Tym bardziej, że samo zakończenie jest dość długie i w porównaniu do poprzednich wydarzeń wyraźnie bardziej różnorodne. Wspomniane postaci mają również swoją minutę sławy – jak dla mnie kompletnie niepotrzebna scena.
      Jednak moją największą solą w oku jest zmieniony tytuł. Nie potrafię tego przeboleć i jest to decyzja której zwyczajnie nie rozumiem. Oryginalny tytuł The Rabbit’s Apprentice bardziej pasuje do całej historii, ma też swoje drugie dno. Tymczasem Noc Królika… Markiz pierwszy raz widzi naszego bohatera pod osłoną nocy i to w sumie jedyne istniejące powiązanie.
      System szybkiej podróży Niemniej jednak historia ogólnie jest bardzo dobra i kreatywna. Jako fanka Markiza de Hoto powiedziałabym, że czekam na kontynuację z nim w roli głównej (bo historia to tam jest!), ale nie wiem czy się doczekam. Świetna kreacja postaci, przepiękna grafika, nastrojowa muzyka. Myszogród stanowi naprawdę dobrze przemyślane miasto. Lokacje w grze, to miejsce gdzie po prostu miło się spędza czas, co jest też zasługą ogólnie silnego klimatu. Genialne po prostu zastosowanie elementów fabularnych w interfejsie! No i ten humor. The Night of the Rabbit to jedna z tych gier, które zapadają w pamięć i do których porównuje się inne gry. Tak jak wcześniej w The Whispered World, tak i teraz Daedalic wspiął się niemal na szczyt. W mojej opinii zabrakło bardzo niewiele aby tam dotrzeć. No cóż. Może następnym razem będzie dziesięć.
       
      recenzja zaczerpnięta z adventure-zone.info
    • By dawid007
      Przedstawię Wam grę, która mnie, recenzenta, a przede wszystkim gracza stawia w nietypowej sytuacji. Bowiem o ile produkcja jest wciągająca i sprawia frajdę, o tyle poziom frustracji jaki przyszło mi osiągnąć sięgnął nieba. Mogłem sobie przybić piątkę z stratocumulusem. Było warto?
      Na moim dysku twardym wylądował Ethan: Meteor Hunter, który z początku wydawał się przyjemną grą platformową z elementami logicznymi. Stwierdzenie „wydawał się” jest użyte przeze mnie celowo, gdyż rozgrywka okazała się o wiele bardziej złożona i zaawansowana niż wywnioskowałem z zapowiedzi. To nie jest gra dla dzieci. To tylko złudne wrażenie.
       
      Tytuł francuskiego studia nie posiada fabuły. Jasne, przecież to platformówka, więc czegoś się spodziewał? Ktoś może tak pomyśleć. Jednak uważam, że choć trochę mogli wcisnąć opowieści, choćby parę zdań, parę celów. A tu nic. Figa. Celem życiowym naszej Myszki jest zebranie wszystkich kawałków roztrzaskanego meteorytu i odegranie się na „myszce szefie”. Ethan nie wypowiada ani jednego słowa. Zwykłego „Hi”.
      Pozostawiając jednak tę mało istotną, aczkolwiek zawsze cieszącą rzecz, jaką jest historia przejdźmy do istoty rozgrywki. Bohater nie jest zwykłą myszą, która buszuje po piwnicach albo gania między nogami na bankietach. Nie posiada również zdolności kulinarnych Ratatouille’a. Jest o wiele lepszy. Możliwość zatrzymania czasu oraz zdolności telekinezy tworzą z niepozornej myszy postać nadprzyrodzoną, która godnie reprezentuje swój gatunek w świecie wirtualnej rozrywki.
      Starcia przyjdzie nam toczyć w trzech światach, które mimo swej odrębności strasznie się zlewają. Nie ma wyraźnych zmian klimatu, wszystko wygląda podobnie, ale na szczęście „wnętrze” ratuje sytuacje. Zdarzy nam się skakać na pogo skoczku, uciekać przed ostrymi jak brzytwa piłami, unikać żrącego kwasu oraz błyskających czerwienią i żółcią płomieni. Jeśli ktoś marzył o karierze pilota będzie mógł się również sprawdzić, a przy okazji zestrzelić kilka przeszkód. Już teraz wiem, co czuł Tom Cruise w 1986 roku występując w Top Gun.
       
      Poziom trudności jest bardzo niewyważony. Kiedy raz przemkniemy przez planszę swawolnie i z uśmiechem, drugim razem będziemy ją powtarzać po stokroć, rwać włosy z głowy i kląć niczym prawdziwy szewc z krwi i kości. Czasami przejście jednego odcinka zajmowało mi kilkakrotnie dłużej niż to zakładali producenci. Pomijając już fakt, że pierwsze jedenaście prób zakończyło się porażką. Gra wymaga od nas odpowiedniej harmonii i synchronizacji w wykorzystywaniu naszych zdolności. Trzeba w odpowiednim momencie zatrzymać czas, przenieść rzecz, znów zatrzymać, znów przenieść. Wykonanie niektórych czynności jest naprawdę skomplikowanie i trudne, nic więc dziwnego, że połapanie się w tym wszystkim zajmuje parę minut. To jest właśnie ta irytacja, o której pisałem wcześniej. Jeśli jednak uda nam się już zaliczyć etap, wykrzyknąć „hura” i przybić piątkę z samym sobą – nie ma milszego uczucia. Olbrzymia satysfakcja z wykonanego zadania jest wspaniałą nagrodą. Połączenie logiki z zręcznością jeszcze nigdy nie było tak wciągające. Syndrom „jeszcze jednego poziomu” zastępuje „jeszcze chociaż ten poziom”.
      Odnosząc się do oprawy audiowizualnej nie mam uśmiechu na twarzy. Grafika jest sympatyczna, a ciekawie zaprojektowany świat 3D przyjdzie nam przemierzać w 2D. Komponuje się to dość nieźle pozwalając na miłe wrażenia głębi i przestrzeni. Dźwiękowo niestety jest biednie. I to bardzo. Melodia, która brzdęka w tle jest ciągle powtarzającym się motywem i w pewnym momencie już lepiej nie zwracać na nią uwagi. W dodatku przeraźliwe „pi” przy zbieraniu zielonych kawałeczków… Brr.
      „Połączenie logiki z zręcznością jeszcze nigdy nie było tak wciągające. Syndrom „jeszcze jednego poziomu” zastępuje „jeszcze chociaż ten poziom”.”  
      Ethan: Meteor Hunter jest grą wymagającą i nie jest to tytuł, by się odprężyć i ukoić nerwy. Trzeba cały czas myśleć, nieustannie próbować nowych pomysłów, aż w końcu wykombinować wyjście z impasu. Pozycja ta idealnie wymusza współpracę umysłowo-manualną, pochłaniając całą naszą uwagę. Kiedy brnąłem przez kolejne etapy miałem nieodparte wrażenie jak gdybym miał do czynienia z Super Meat Boy’em w bogatszej oprawie i ciut zdatniejszym do spożycia.
      Jednym słowem: Produkcja Seaven Studio jest strzałem w dziesiątkę dla osób, które ogromy czasu lubią poświęcać na łamaniu sobie głowy. W tym przypadku mają „bite” kilka godzin usatysfakcjonowanej wędrówki ku zwycięstwu.
       
      recenzja zaczerpnięta z gamemag.pl
       

    • By Krzychuu
      Witam wszystkich forumowiczów.
      Poniżej przedstawię wam serwer PolskiMC!



      Niedługo obchodzimy rocznicę powstania serwera!
      Serwer nie jest jedno dniowy, istnieje już prawie roczek.

      Możecie liczyć na liczne EVENTY! ZAPRASZAMY!

      Godziny serwerowe: 24/7 (oprócz przerw technicznych o których informacje znajdziecie na forum)
      Monitoring:
      White List: Tak (Podania składamy według wzoru na forum serwera)
      Walka z innymi graczami (PVP): Zależy od gracza(/pvp on/off).
      IP serwera: play.polskimc.eu
      Typ serwera: Survival + FB
      Nazwa: Serwer PolskiMC
      Wersja: 1.2.5
      Potwory: Tak
      Zwierzęta: Tak

      PolskiMC posiada własny kanał TeamSpeak3!
      Więc jeśli lubisz rozmiawać zawsze możesz to zrobić

      Pluginy serwerowe:


      Na serwerze istnieje możliwość kupna rangi VIP!

      Przywileje rangi VIP:
      Możliwość ustawienia 5 /sethome!
      Możliwość posiadania 4-5 działek.
      Możliwość teleportowania się do gracza i gracza do siebie za jego zgodą. (/tpa i /tpahere)
      Tag [VIP] na forum.
      Tag [VIP] w grze.
      Możliwość zmiany dnia i nocy.(/time)
      Działki i flagi są o połowę tańsze.
      Możliwość kupna cuboida o maxymalnych wymiarach 40x40
      Możliwość zmiany w moba.

      Przywileje rangi Super VIP:
      Możliwość ustawienia 10 /sethome!
      Możliwość posiadania 4-8 działek.
      Możliwość teleportowania się do gracza i gracza do siebie za jego zgodą. (/tpa i /tpahere)
      Tag [sUPER Vip] na forum.
      Tag [sUPER Vip] w grze.
      Możliwość zmiany pogody na serwerze.(/weather)
      Możliwość zmiany dnia i nocy.(/time)
      Działki i flagi są tańsze o 1/4.
      Możliwość kupna cuboida o maxymalnych wymiarach 50x50.
      Możliwość zmiany w moba.




      Perfekcyjnie dobrane osoby które pilnują porządku i sprawują opiekę nad serwerem.

      [Właściciel]: PatroL414
      [Administrator Serwera]: T8kme
      [Administrator Serwera]: Danielos323
      [Mod]: LukEr_IMBA
      [Mod]: Domestos95
      [Mod]: Tonio
      [Mod]: 666YuKi666
      [Mod]: Syllian



      Spawn na mapie z działkami


      Działki


      Hotel


      Spawn na mapie survival:


      Spawn na mapie survival:


      Miasto jest cały czas rozbudowywane więc jeśli chcesz wybudować coś nowego opisz swój projekt na forum!!


      Miasto jest cały czas rozbudowywane więc jeśli chcesz wybudować coś nowego opisz swój projekt na forum!!


      Gracz na serwerze może wybudować swoją budowlę w dowolnym miejscu na mapie.
      Jedynym ograniczeniem jest to by budowla wpasowywała się w klimat danego terenu i nie szpeciła go.
      Z czasem pracując w wybranej przez siebie profesji gracz zarobi wystarczająco dużo pieniążków by wykupić sobie zabezpieczenie (cuboid) na swój domek.

      Na serwerze znajdziesz min. Estetycznie zrobiony spawn, targowisko, zamek i wioski różnego typu.
      Budynki są budowanie w różnych stylach.

      Serwer istnieje już prawie rok, więc nie musisz się martwić że się rozsypie

      Poza tym czeka na Ciebie gościnność naszych graczy oraz miła i przyjazna atmosfera.
      Nie czekaj sprawdz i przekonaj się sam!

      IP:play.polskimc.eu





    • By dawidos4444
      http://desmond.image....png&res=medium http://desmond.image....png&res=medium


      Hej hej hej! Tutaj dawidos4444!
      Chciałbym zaprezentować wam Serwer "DragonCraft - RP" Jest to serwer Roly Player. Aby się na niego dostac należy wpisać adres - s.dragoncraft.pl:25565 *


      Komendy, która mogą się wam przydać:
      Gracze

      Logowanie:
      /register [hasło] [haslo] -rejestracja na serwerze
      /login [hasło] -logowanie na serwerze
      /changepassword [stare hasło] [nowe hasło] -zmiana hasła

      Praca:

      /jobs browse -lista zawodów
      /jobs join [nazwa zawodu] -zatrudnienie się w wybranej pracy

      Na serwerze minecraft s.diamond-craft można mieć dwa zawody.
      Proszę nie pytać co robi np.drwal bo to chyba jasne.

      Ustawianie powrotu na działkę:
      /sethome -wpisujemy na naszej działce
      /home -aby powrócić w miejsce gdzie ustawiliśmy powyższa komendę

      Proszę ustawiać /sethome na swojej działce, żaden członek administracji nie będzie latał i szukał waszej działki. Waszym obowiązkiem jest pamiętać gdzie macie dom.

      Blokada drzwi, skrzyń, tabliczek:

      /lwc -spis wszystkich komend
      /cremove + lewy myszy na przedmiocie z którego chcemy zdjąć blokadę -zdjęcie blokady
      /cprivate +lewy myszy -założenie blokady
      /cmodify [nick właściciela] [nick osoby która chcemy dodać] + lewy myszy -w ten sposób z jednej skrzyni mogą korzystać dwie osoby jednocześnie np /cmodify villain krad90 i klikniecie lewym myszy w skrzynie

      Mob arena:

      /ma j arena -wejście na arenę
      /ma l -opuszczenie areny

      Trzeba mieć pusty plecak, najlepiej zostawić rzeczy w domu

      Operacje na pieniądzach:
      /money -sprawdzenie ile mamy kasy
      /money pay [nick] [ kwota] -płacenie np. za działkę

      /money top Top najbogatszych graczy na serwerze

      Wysyłanie prywatnych wiadomosci:
      /pm [nick gracza] [tresc]

      Warpy

      /warp warpy

      /warp sklep

      /warp ratusz

      /warp arena

      /warp pvp

      /warp dzialki

      Dzięki za Oglądnięcie - Wbijajcie a czeka was miła i przyjazna atmosfera


      PS: A i na Serwerze nie ma lagów

      *Na serwer można także wchodzić z ip podanego na obrazku

  • Recently Browsing   0 members

    No registered users viewing this page.

×
×
  • Create New...

Important Information

Prosimy o akceptacje Regulaminu Forum Guidelines